Rano pojechalismy autobusem do Galle a nastepnie do Kottawy by zobaczyc rezerwat lasu deszczowego. Miejscowi pokazali nam gdzie jest sciezka, idziemy kawalek a tam widzimy jakas bude i w srodku tubylcow. Powiedzieli nam, ze sami nie mozemy zwiedzac tylko trzeba wziac przewodnika. Cena 100Rs/godz/ 1osobe To juz nam mocno podpadlo bo w przewodniku jest napisane, ze przewodnika mozna wziac ale nic nie pisalo o placeniu za wstep. No ale przegieli juz gdy oznajmili, ze sie skonczyly bilety na dzis kiedy zapytalismy gdzioe jest kasa biletowa. To juz wtedy wiedziliemy, ze chca nas naciagnac na pieniadze. Zrobilismy odwrot i weszlismy do Parku inna sciezka bez zadnego placenia i sami. Choc jakis czas trzymalo sie nas dwoch tubylcow, ktorzy chcieli nam zaoferowac swoje uslugi juz za 1000Rs a potem zeszli do 500 Rs. Probowalismy ich przegonic ale onie rozumieli tylkjo jedno magiczne slowo:" MONEY" Gdy slyszeli : NO MONEY tez nie chcieli sie odczepic. Ale w koncu dali sobie spokoj. W lesie poza tym, ze widzielismy malpy, warana, ktorego jakies kundle idace za nami przegonily i poza tytm, ze oblazly nas pijawki ( trzeba bylo uwaznie patrzec na nogi ) to nic ciekawego nie znalezlismy. Nie bylo ani storczykow, ani motyli ani ptakow. Moze nie umielismy ich znalezc ale oszustom nie mileismy zamiaru placic. W drodze powrotnej wstapilismy jeszcze do 300 letniego fortu w Galle skad pieknie widac Ocean. Tam kupilismy do picia jakis trefny napoj ( chyba zakretka byla odbezpieczona ale bylismy tacy spragnieni, ze nie zwrocilismy na to uwagi, dopiero smak wydal mi sie dziwny) wiec nie wiemy czy cos nas nie zaatakuje :)Jakis maly, malutki, malutenki zwierzaczek:)